Dwa dni temu, pewna dobra Duszyczka dała mi jutowy worek po ziemniakach z Majorki.
Pewnie niektórzy się zdziwią, ale mnie to bardzo ucieszyło:)
Zresztą nie był to pierwszy taki worek, jaki przygarnęłam...
Dziś usiadłam do maszyny i powstało z niej to cudo: